Hole in the wall to utwór bardzo popularny w XVIII i XIX wieku, skomponowany przez Henry'ego Purcella w 1695 roku, zaś opublikowany w 1698.
Henry Purcell (ur. 1659 w Westminster w Anglii, zm. 1695 w Londynie) był jednym z najbardziej znanych angielskich kompozytorów muzyki barokowej. Pełnił funkcję kompozytora na dworze królewskim, organisty opactwa westminsterskiego, a później (w roku 1682) został jednym z organistów katedry królewskiej. Uchodzi on za twórcę angielskiej muzyki narodowej, czego wyrazem może być uznanie jego opery "Dydona i Eneasz" za operę narodową. Wśród jego kompozycji znaleźć można liczne hymny, ody, muzykę instrumentalną oraz sceniczną (w tym tzw. semiopery).
Purcell może swobodnie uchodzić za brytyjskiego odpowiednika Mozarta. podobnie ogromne jest ich znaczenie dla muzyki obu krajów. Purcell również był genialnym dzieckiem i zmarł młodo (w wieku 36 lat, w rezultacie przeziębienia). Sposób traktowania przez niego materiału muzycznego był zupełnie nowatorski. Wprowadził on brytyjski świat muzyczny do epoki dojrzałego baroku bez pośrednictwa Włochów czy Francuzów.
(wikipedia.pl)
Dlaczego właściwie piszę o utworze Hole in the wall? Otóż dlatego, że utwór ten został wykorzystany w scenach balów w trzech filmach kostiumowych - w Emmie z Kate Beckinsale, na podstawie powieści Jane Austen, w Becoming Jane udającym biografię tej pisarki, oraz w Żonach i córkach, ekranizacji powieści Elizabeth Gaskell. Ciekawe jest to, że w każdym z tych filmów taniec do tej muzyki spełnia inną rolę, jak i również odmienne są aranżacje utworu. Przyjrzyjmy się wszystkim po kolei.
Emma (1996; wersja telewizyjna)
Taniec w Emmie wydaje się być jednym z wielu tańców na balu i dopiero bliższa znajomość treści Emmy pozwala zauważyć kilka elementów - taniec jest swego rodzaju pojedynkiem tytułowej bohaterki z państwem Elton, nie darzącym Emmy sympatią, ponadto w tle słyszymy paplaninę panny Bates, podczas której wychwala ona Franka Churchilla, partnera Emmy, ku niezadowoleniu pana Knightley'a, najwyraźniej zazdrosnego o odwzajemnione zainteresowanie Franka Emmą... Aranżacja utworu jest tu pogodna, taniec zaś nie ma być kluczowym czy romantycznym elementem filmu.
Becoming Jane (2007)
W Becoming Jane sprawa przedstawia się inaczej. Może trochę przybliżę sytuację - bohaterka zostaje zaproszona do tańca przez zamożnego siostrzeńca lady Gresham, gospodyni balu, który jest dla niej bardzo odpychający (czego przez cały czas nie mogłam zrozumieć, bo to właśnie pan Wisley, grany przez brzydkiego Laurence'a Foxa, zauroczył mnie w tym filmie), jednak w trakcie tańca zauważa gentlemana na którym jej zależy, lecz który jest zbyt biedny, by równie biedna Jane mogła się z nim związać. Scena balu jest ważną sceną dla filmu, gdyż bohaterowie uświadamiają sobie, co do siebie czują - jest więc również sceną romantyczną, wzruszającą, wywołującą tzw. "motylki w brzuchu". Dlatego sama aranżacja utworu jest inna - bardziej poruszająca, przejmująca, sam taniec jest też ukazany pełniej (kamera porusza się, ujęcia są z różniej perspektywy), z większą ilością par, w tle nie ma również żadnych rozmów, które odwracałyby uwagę od najistotniejszej rzeczy - uczuć i emocji bohaterów.
Nie ukrywam, że film mi się bardzo nie podobał, jednak scena balu została pięknie nagrana - jednak jakże byłoby milej, gdyby reszta filmu nie była tak przekłamanym i uromantycznionym obrazem życia Jane Austen!
Żony i córki (1999; miniserial BBC)
W ekranizacji Żon i córek na podstawie powieści Elizabeth Gaskell aranżacja jest lekka i pogodna, choć rola tego tańca jest trudniejsza do określenia - jest z pewnością elementem romantycznym i przyprawiającym o szybsze bicie serca - bo mamy tu moment, w którym bohater, pan Preston, poddaje się urokowi Cynthii. Jej uczucia są jednak bardziej złożone - uświadamia sobie, że dzięki urodzie może mieć władzę nad ludźmi, a jednocześnie sama powoli dostaje się pod władzę zakochanego w niej Prestona... Trudno mi powiedzieć dlaczego, ale spośród tych trzech scen tę lubię najbardziej - może ze względu na niejednoznaczność sceny, mieszankę różnorodnych uczuć, które za sobą niesie... A może z mojej wielkiej sympatii do Żon i córek.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elizabeth Gaskell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Elizabeth Gaskell. Pokaż wszystkie posty
środa, 24 października 2007
piątek, 12 października 2007
"North & South" Elizabeth Gaskell - książka a film
Często zdarzało się, że to film sprawił, że zainteresowałam się daną książką czy ogólnie twórczością pewnego autora, i "North and South" Elizabeth Gaskell jest jednym z przykładów.
Margaret Hale, młoda dziewczyna mieszkająca przez jakiś czas w Londynie z kuzynką Edith, po jej ślubie wraca na wieś do ukochanego Helstone. Choć "ukochane" nie wyraża całkowicie stosunku Margaret do rodzinnych stron - Helstone jest dla niej rajem, najwspanialszym i najpiękniejszym miejscem na ziemi. Pobyt w domu pokazuje jednak Margaret, że jej rodzina nie jest tak idealna, jak ją pamiętała - matka, będąca słabego zdrowia, źle się czuje mieszkając w skromnej plebanii i Margaret z trudem znosi jej narzekania. Jednak gdy po kilku miesiącach jej ojciec, który jest pastorem, z powodu konfliktu z biskupem odchodzi z kościoła i musi wyprowadzić się z probostwa Helstone, Margaret jest zdruzgotana. Z rodziną przeprowadza się do Milton, przemysłowego miasta, w którym jej ojciec ma prowadzić wykłady i uczyć prywatnie. Pani Hale źle znosi tę sytuację, więc wraz z zaufaną gospodynią Dixon jedzie na krótko nad morze, podczas gdy Margaret i jej ojciec poszukują odpowiedniego lokum. Podczas poszukiwań Margaret poznaje Johna Thorntona, młodego właściciela fabryki, który ma być uczniem jej ojca.
Dziewczyna, tyle czasu bywająca w londyńskim towarzystwie, od razu uprzedza się do niego, uważając, że człowiek trudniący się handlem nie może być gentlemanem. Nie znając reguł rządzących tym światem, Margaret zbliża się do warstw robotniczych, głównie za sprawą przyjaźni z Bessy Higgins, pracownicą fabryki Thorntona, oraz jej ojcem, Nicholasem. W obliczu zbliżającego się strajku, prowadzi to do zaostrzenia się stosunków między nią a Thorntonem, który jednak nie może oprzeć się jej czarowi.
Może na początek o samej książce. Powieść była publikowana w odcinkach w czasopiśmie "Household words" w latach 1854-55. Tytuł wskazuje na główny temat - kontrast między realiami życia i obyczajami na przemysłowej północy i rolniczym południu Anglii, jednak można przypuszczać, że autorce bardziej zależało na przedstawieniu losów głównej bohaterki i przemiany, jaka się w niej dokonuje, jako że początkowo książka miała nosić tytuł "Margaret Hale" i tylko pod presją wydawcy Gaskell zmieniła tytuł na "North and South".
Przeprowadzka do Milton generuje poważne zmiany w życiu Margaret i zmusza ją do zmiany sposobu myślenia i innego spojrzenia na świat, jak i również uczy samodzielności.
Jak napisałam na początku, pierwszy zobaczyłam film, a dokładniej serial BBC z 2004 roku, z Danielą Denby-Ashe i Richardem Armitagem w rolach głównych. Serial mi się spodobał, lecz nie wywołał zbyt gorących uczuć, więc byłam zdziwiona, gdy książka wciągnęła mnie tak, że nie mogłam się oderwać. Trudno mi powiedzieć, co mnie tak naprawdę zachwyciło - czy bardzo plastyczny i lekki styl Elizabeth Gaskell, czy postać głównej bohaterki, jej losy, czy interesująco zarysowany wątek miłosny - przypuszczam, że wszystko na raz.
Po przeczytaniu książki mogłam spojrzeć na serial nie jak na utwór sam w sobie, lecz jak na adaptację, co również pomogło mi zdefiniować, CO w serialu mi się nie podobało. W pierwszej kolejności wymieniłabym to, co często spotyka adaptacje literatury XIX-wiecznej, a mianowicie sprowadzenie na ogół wielowymiarowych opowieści do prostej historii miłosnej, dla której inne wydarzenia są tylko tłem, które pozwala odróżnić jeden romans od drugiego. W serialu na pierwszy plan wysuwa się uczucie Johna Thorntona (świetnie zagranego przez Richarda Armitage'a) do Margaret (całkiem nieźle zagranej przez Danielę Denby-Ashe), i niestety tylko ta historia miłosna trzyma cały film. Jak dla mnie - to trochę za mało. Drugim wątkiem, który wysuwa się na czoło opowieści filmowej, są problemy robotnicze, pokazane trochę szerzej niż było to ujęte w książce. Wszystkie wątki robotnicze sprawiają, że film zdaje się być dość ponury, choć książka, jak wspomniałam, jest napisana lekkim stylem (tu dodam, że rozgraniczam kwestię pewnej powagi wydarzeń i powagi stylu - książka może mówić o wydarzeniach smutnych czy poruszających, a być napisana stylem pogodnym i według mnie to ma miejsce w przypadku "N&S"). Brak mi za to było w filmie pokazania wielkiego przywiązania Margaret do rodzinnych stron, jej stosunku do matki (czyli naturalnej miłości dziecka, połączonej z racjonalną oceną charakteru i usposobienia rodzica), znaczenia pana Bella, przyjaciela pana Hale'a i ojca chrzestnego Margaret, w jej życiu; z innej strony - specyficznego uczucia pani Thornton do syna Johna; plus dość tendencyjne ukazanie Henry'go Lennoxa, adoratora Margaret z początku opowieści, jako "wroga" rozwijającego się uczucia bohaterów. Inna kwestia - pozbawienie adaptacji nutki humoru, której nie brak w powieści. Wymieniać można długo.
Ostatnią rzeczą (biorąc pod uwagę linię czasową filmu), jaka mnie razi, jest końcowy pocałunek. Razi mnie z dwóch powodów - po pierwsze jest nagrany w sposób, który nazwałabym technicznym - z nachalnymi najazdami na dłonie, zbliżeniami i spowolnieniami (i okropnym momentem, jak Margaret całuje Thorntona w rękę) - przez to ten pocałunek jest nienaturalny (nie mówiąc już o tym, że w epoce wiktoriańskiej nie uchodziło całować się w miejscach publicznych, w tym przypadku - na peronie). Druga kwestia - utarty w filmach schemat, że to scena pocałunku jest kwestią kluczową dla związku między ludźmi i przypieczętowuje ten związek - co może mogłabym znieść, gdyby pocałunek został nagrany inaczej.
Ogólnie można powiedzieć, że w historia filmowa różni się w wielu punktach od książkowej i biorąc pod uwagę wrażenie, jakie na mnie wywarły, nie mogę postawić między nimi znaku równości. Film został sprowadzony do kolejnej kostiumowej opowiastki o miłości, co dla mnie jest dość płytkie i niewciągające.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
